Szanowny Panie Ministrze! Do mojego biura poselskiego docierają niepokojące sygnały na temat traktowania obywateli
Szanowny Panie Ministrze! Do mojego biura poselskiego docierają niepokojące sygnały na temat traktowania obywateli polskich na przejściu granicznym z Ukrainą w Krościenku w powiecie bieszczadzkim. Od dłuższego czasu dochodzą stamtąd informacje o korupcji, niekompetencji i arogancji celników ukraińskich, obsługujących Polaków. Granica polsko-ukraińska od kilku lat jest zewnętrzną granicą Unii Europejskiej i dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na jej ochronę. O ile strona polska dobrze wywiązuje się ze swoich zobowiązań i odprawa podróżnych następuje sprawnie i bez większych zakłóceń, to po stronie ukraińskiej raz po raz pojawiają się sygnały o nadużyciach.
Proceder haraczu i wyłudzania pieniędzy rozpanoszył się na dobre. Przy wjeździe za podbicie karteczki z trzema pieczęciami, umożliwiającej w miarę szybką odprawę, żądają 5 hrywien, a nawet dodatkowo ˝na kawę˝, jeśli trzecią pieczątkę podbija ktoś inny ze służby granicznej. Dodatkowo zaglądają pod maski polskich samochodów i szukają, czy przypadkiem nie ma wycieku w silniku. Jeśli nawet nie ma, żądają opłat w wysokości 140 hr jako mandatu lub łapówki w wysokości 40, 30, a w najlepszym wypadku kończy się na 10 hrywnach. Nawet przy otwarciu szlabanu wyjazdowego z terminalu proszą o kilka hrywien ˝na kawę˝. Kiedy Polacy wracają do Polski, obowiązkowo płaci się 10 hrywien do kieszeni ˝pograniczników˝ (celników). Później płaci się 5 hr, aby nie oddawać karteczek, które są ważne 3 miesiące. Poza tym zdarza się również, że służby graniczne każą się za darmo podwozić do Chyrowa (12 km dalej), dochodzi również do licznych incydentów w czasie, kiedy kolejka ustawia się przed terminalem. Tak zginęła pewna Ukrainka, rozjechana przez polskiego kierowcę. Przez to, że kolejka nie jest przestrzegana, niektóre z samochodów wjeżdżają na siłę przed innymi. Dochodzi wtedy do pyskówek, zadrażnień, sporów. Po polskiej stronie Straż Graniczna w przypadku dłuższej kolejki spisuje numery rejestracyjne pojazdów wjeżdżających przed terminal, dzięki czemu nie wjeżdżają samochody bez kolejki. Często służby graniczne ze strony ukraińskiej są pod wpływem alkoholu, mówią szybko, niezrozumiale. Ogłupiają Polaków dziwnymi przepisami i przede wszystkim żądają haraczu. W przypadku nieuiszczenia łapówki lub próby wyłamania się z układów płacenia ˝w łapę˝ taki Polak skazany jest na szczególne represje i zmuszany do zapłacenia jeszcze wyższych kwot. Dochodzi przy tym do przekleństw w języku ukraińskim i obrażania kierowców i pasażerów odprawianych pojazdów. Szczególnie nocną porą służby graniczne Ukrainy czują się bardzo mocno. Taki sposób traktowania dotyczy tylko Polaków. Dlatego Polacy przekraczający to przejście po raz pierwszy czują się szczególnie poniżani i dyskryminowani. W stosunku do Ukraińców haracz nie jest wymagany.
Szczególnie bulwersujący przypadek potraktowania obywatela polskiego przez ukraińskie służby graniczne podają ˝Nowiny˝ z 4 stycznia 2007 r. Pochodzący z Warszawy p. W. spędzał święta Bożego Narodzenia u rodziny w Bieszczadach. W dniu 26 grudnia 2006 r. udał się ze znajomym na przejście graniczne w Krościenku. Przed południem miał odebrać na lotnisku we Lwowie narzeczoną (Ukrainkę) z półtorarocznym synkiem. Po szybkiej odprawie po stronie polskiej podjechał ze znajomym, który towarzyszył mu w podróży, pod budkę ukraińskich strażników. Wtedy podpity funkcjonariusz ukraiński zapytał, gdzie W. jedzie. Potem odwrócił się i zaczął grzebać przy biurku. Po chwili otworzył okienko i podniósł krzyk, że w paszporcie brakuje jednej kartki. W. był zdumiony, ponieważ jeszcze przed chwilą wszystko było w porządku. Zrobiło się zamieszanie, do budki weszło trzech kolejnych Ukraińców w mundurach. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Straszyli W., że pójdzie do aresztu na trzy dni. Kiedy polski obywatel zaczął tłumaczyć, że jego paszport był kompletny, ukraińscy strażnicy wpadli w złość. Jeden chciał go skuć kajdankami, ale jednocześnie dał do zrozumienia, że odzyska wolność, jeśli zapłaci. Musiał dać 40 dolarów i 50 hrywien. Zażądał zwrotu zniszczonego paszportu. Wtedy pogranicznik wykręcił mu ręce. W. wybłagał przepuszczenie przez granicę kolegi, by mógł we Lwowie odebrać z lotniska kobietę z dzieckiem. Po kolejnych problemach, dzięki pomocy polskiego pogranicznika, kierownika zmiany, narzeczona i dziecko W. wjechali do Polski. Mężczyzna powiadomił o incydencie policję w Ustrzykach Dolnych i prokuraturę w Lesku.
Wobec powyższych faktów zwracam się do Pana Ministra z pytaniem: Czy władzom polskim znane są te fakty i co robią, aby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom polskim przy przekraczaniu granicy polsko-ukraińskiej i w przyszłości uniknąć tego rodzaju incydentów?
Z poważaniem
Poseł Marian Daszyk
Sanok, dnia 16 marca 2007 r.